Dziś 96 rocznica urodzin Kazimierza Kutza🖤, reżysera, który urodził się w 1929 roku w Szopienicach, około kilometra od Huty Uthemanna zbudowanej w 1912 r. Okolica wyglądała wtedy zupelnie inaczej, teraz pozostał po niej tylko mocno zrujnowany budynek dyrekcji projektu kuzynów z Charlottenburga, Emila i Georga Zillmannów, wieża ciśnień (prawdopodobnie zaprojektowana przez tych samych architektów) i wysoki ceglany komin.
Nie było jeszcze wówczas Jolanty Wadowskiej-Król, nikt nie badał dzieci, które wychowywały się w pobliżu hut cynku czy ołowiu (w filmie „Ołowiane dzieci” chodzi o osiedle na Burowcu, tuż przy hucie ołowiu „Walther Croneck”). Ale piece destylacyjne Huty Uthemann emitowały do atmosfery 3,3 ton pyłów rocznie, 600 ton dwutlenku siarki i 2,7 ton tlenków węgla (dane z lat 70-tych XX wieku). Ziemia wokół huty do dziś jest skaźona.
Na szczęście Kazimierz Kutz przeżył 89 lat, zdążył opuścić czarny Śląsk i wrócić doń po latach, by nakręcić filmy, których akcja powiązana jest z przemysłem ciężkim i trudną historią: „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”, „Paciorki jednego różańca”, „Śmierć jak kromka chleba”.
Z pewnością cieszyłby się widząc kolejny film o Śląsku🙂.
Serial Netflixa „Ołowiane dzieci” w reżyserii Macieja Pieprzycy, ze znakomitą obsadą, pokazuje niedawną historię i pobudza do dyskusji. Dla mnie to „klasyka gatunku”, podobnie jak filmy Kutza!









